Przebarwienia i koloryt skóry

    Plamy po lecie na twarzy: dlaczego wrzesień to najlepszy moment na IPL

    Znasz to: opalenizna z wakacji schodzi, a na kościach policzkowych zostają plamki, których w maju nie było. **Wrzesień i październik to najlepszy moment, żeby zdjąć je światłem**, a słabsze słońce to dopiero połowa powodu. Jest też jedna data, którą policzę na konsultacji, zanim w ogóle przyjrzę się plamie. O tym za chwilę.

    Karolina CyrekKarolina Cyrek11 września 20267 min czytania
    Zbliżenie skóry policzka z drobnymi brązowymi plamami posłonecznymi, które uwidoczniły się po zejściu letniej opalenizny

    Skąd te plamy, skoro w maju ich nie było

    Były. Latem chowały się w opaleniźnie, teraz tło zbladło i kontrast wyszedł na wierzch. Plamy posłoneczne, z łaciny lentigo, to miejsca, w których komórki barwnikowe po latach słońca pracują na własnych zasadach i oddają melaninę także wtedy, gdy reszta twarzy już jej nie produkuje. Skąd się biorą i czym różnią się od piegów czy melasmy, rozpisałam we wpisie o plamach po słońcu. Tutaj odpowiadam na węższe pytanie: kiedy i jak je zdjąć, żeby efekt został na dłużej niż do pierwszej niedzieli na stoku.

    Zanim pójdziemy dalej, jedno zastrzeżenie. Światłem nie pracuję na znamionach. Pieprzyk albo plamka, która zmieniła kształt czy kolor, to zadanie dla dermatologa i dermatoskopu. Plamy typu café-au-lait też najpierw ocenia lekarz, a ja nie obiecuję przy nich efektu. Zwykła plama po słońcu wygląda inaczej: płaska i równo brązowa, od lat w tym samym miejscu. Latem robi się wyraźniejsza, jesienią nie znika.

    Dlaczego wrzesień i październik, a nie czerwiec

    Zacznę od tego, co widać na skórze. Opalenizna schodzi, a dla IPL to kwestia bezpieczeństwa: barwnik w opalonym naskórku pochłania światło tak samo chętnie jak barwnik w plamie. Im mniej go dookoła, tym precyzyjniej energia trafia tam, gdzie ma trafić. We wrześniu policzki są już zwykle blade, chociaż na pierwszym spotkaniu i tak sprawdzam, czy nie została na nich resztka sierpnia.

    Druga sprawa to kalendarz. Zabieg wymaga czterech tygodni bez opalania przed i czterech po, samoopalacz wliczam. W czerwcu to obietnica, której prawie nikt nie dotrzymuje, bo akurat jest jezioro i rower, a na tarasie stoi leżak. W październiku dotrzymuje się jej sama. Do tego dochodzi codzienny filtr SPF 50 przez minimum cztery tygodnie po zabiegu, a o filtrze łatwiej pamiętać, kiedy nie parzy w ramiona. I jeszcze jedno: zaczynając we wrześniu, masz przed sobą całą jesień i zimę na serię, zanim znów przyjdzie mocne słońce. Nikt nie musi wybierać między ostatnią sesją a majówką.

    Jak wygląda zabieg na twarz

    Najpierw konsultacja, na której oglądam skórę bez makijażu i sprawdzam, czy to na pewno plama po słońcu. Wtedy też ustalam plan i podaję kwotę. Sam zabieg zaczyna się od doboru filtra do głowicy Universal IPL: przy przebarwieniach celem jest melanina, więc wybieram ten zakres światła, który ona pochłania najchętniej. Szafirowa końcówka jest chłodzona kontaktowo, dzięki czemu ciepło idzie do barwnika, a powierzchnia skóry zostaje chłodna.

    Impuls czujesz jako krótkie ciepło, klientki porównują je do pstryknięcia gumką. Znieczulenia nie używam, bo nie jest potrzebne. Energia w Stellar M22 rozkłada się równo przez cały czas trwania błysku (producent nazywa to OPT, Optimal Pulse Technology), więc drugie przejście po tym samym policzku czujesz tak samo jak pierwsze. Cała twarz to 20–30 minut.

    Do zabiegu przychodzisz bez makijażu. Na siedem dni wcześniej odkładasz retinoidy i kwasy, od ostatniego peelingu muszą minąć dwa tygodnie. Przy lekach fotouczulających przesuwamy termin, tak samo przy aktywnej opryszczce. W ciąży zabiegu nie robię. Każdy z tych punktów ma jeden cel: żeby światło było dla Twojej skóry bezpieczne.

    Co dzieje się z plamą przez kolejne dni

    Tu klientki najczęściej się niepokoją, więc mówię o tym, zanim wyjdziesz z gabinetu. Plama po zabiegu ciemnieje. Przez kilka dni wygląda gorzej niż przed: jest ciemniejsza niż była, czasem lekko szorstka, jak przyschnięta kawa na skórze. Twoje zadanie to patrzeć i nic z nią nie robić. Nie zdrapuj jej i nie pomagaj peelingiem.

    Potem naskórek z nagromadzonym barwnikiem sam się złuszcza i plama blednie. Skóra wokół bywa przez chwilę lekko zaróżowiona i to również mija samo. W tym czasie, i przez minimum cztery tygodnie po zabiegu, codziennie rano nakładasz SPF 50, bez względu na pogodę, także na drogę do auta. Słońca w tym okresie unikasz zupełnie.

    Jest też efekt, którego nie zobaczysz po jednej sesji: ciepło pobudza komórki produkujące kolagen, dlatego po serii wyrównuje się także tło między plamami, a nie samo miejsce po nich.

    Ile sesji i w jakich odstępach

    Uczciwie nie odpowiem bez obejrzenia skóry, ale powiem, od czego to zależy. Pojedyncza, dobrze odgraniczona plama na jasnej skórze reaguje szybciej niż rozsiane, blade cętki na policzkach. Liczy się kontrast: im ciemniejsza plama na tle jaśniejszej skóry, tym lepiej światło ją „widzi". Głębokość barwnika też robi różnicę, a tej nie zobaczysz w lustrze.

    Kolejne sesje planuję w odstępach 2–4 tygodni. Po pierwszej wiem już, jak Twoja skóra odpowiada, i wtedy doprecyzowuję plan. Typowe widełki liczby zabiegów podałam w tamtym wpisie o plamach po słońcu, nie będę ich tu powtarzać. To, czy w Twoim przypadku lepiej sprawdzi się IPL, czy inna metoda, wyjaśniam w tekście o laserze i IPL na przebarwienia.

    Jedno wyłączenie. Jeśli plamy leżą symetrycznie po obu stronach twarzy i mają rozmyte krawędzie, a w wywiadzie pojawia się ciąża albo zmiana antykoncepcji, to raczej melasma, i przy niej nie zaczynam od światła, bo może pociemnieć. To osobna rozmowa i osobny wpis.

    Jak nie zaprzepaścić efektu zimą

    Wracam do daty z początku. Na konsultacji pytam, kiedy ostatni raz byłaś na słońcu bez filtra, i od tego dnia liczę cztery tygodnie. Dopiero wtedy wypada pierwsza sesja. O starcie decyduje ta data, a wolne miejsce w kalendarzu gabinetu dopiero potem. Druga data, którą liczymy razem, to Twój następny wyjazd w słońce, bo od ostatniej sesji do niego też muszą minąć cztery tygodnie z filtrem.

    I tu jest pułapka zimy. Solarium to opalanie, więc obowiązuje przy nim ta sama zasada co przy plaży, a poza tym budzi w tych samych miejscach te same komórki, które właśnie uspokoiłyśmy. Narty to słońce na wysokości plus śnieg, który odbija światło z dołu, prosto w policzki i nos. Jeden dzień na stoku bez filtra potrafi obudzić plamę, którą zdejmowałyśmy przez całą jesień. Filtr na stok bierzesz tak samo, jak bierzesz gogle.

    Plamy po lecie nie znikną od czytania. Ale teraz wiesz, że wrzesień gra na Twoją korzyść i że wszystko zaczyna się od policzenia dni. Kiedy Ty ostatni raz siedziałaś na słońcu bez filtra?

    Najczęściej zadawane pytania

    Często tak, ale sprawdzam to na konsultacji, bo resztka opalenizny nie zawsze jest widoczna gołym okiem. Liczą się cztery tygodnie od ostatniego opalania, samoopalacz też.

    Nie, tak ma być. Barwnik wychodzi do naskórka, plama przez kilka dni ciemnieje, potem złuszcza się i blednie. Nie zdrapuj jej.

    Tak, jeśli między ostatnią sesją a wyjazdem miną cztery tygodnie, a na stoku codziennie użyjesz SPF 50. Bez filtra słońce i śnieg potrafią obudzić plamę.

    W tym samym miejscu mogą, jeśli skóra znów dostanie słońce bez ochrony. Codzienny filtr po serii jest częścią zabiegu.

    Nie. Znamiona ogląda dermatolog z dermatoskopem i to on decyduje, co z nimi zrobić. Światłem pracuję wyłącznie na plamach posłonecznych ocenionych jako bezpieczne.

    Powiązane zabiegi

    Karolina Cyrek

    Autorka artykułu

    Karolina Cyrek

    Właścicielka Estelium, ekspertka technologii estetycznych

    Założycielka Estelium. Ekspertka technologii estetycznych i doboru zabiegów hi-tech.

    Wszystkie artykuły

    Potrzebujesz indywidualnej oceny?

    Umów się na bezpłatną konsultację

    Porozmawiamy o Twoim problemie, ocenimy stan skóry i zaproponujemy realne rozwiązania – bez zobowiązań.

    Zarezerwuj wizytę

    Przeczytaj też