Cellulit, sylwetka i ujędrnianie

    ONDA czy kriolipoliza? Ciepło i zimno robią z tłuszczem dwie różne rzeczy

    Kobieta łapie się dłonią za bok brzucha i mówi: „to jest to, chcę się tego pozbyć". Do wyboru mam wtedy dwa urządzenia, które robią z tą fałdą dokładnie odwrotne rzeczy — jedno ją podgrzewa do czterdziestu kilku stopni, drugie schładza poniżej zera. Obie metody działają. Nie na to samo. Ten tekst pokazuje, jak wybieram, i dlaczego czasem odradzam obie.

    Karolina CyrekKarolina Cyrek12 sierpnia 20269 min czytania
    Pomiar obwodu przy kwalifikacji do zabiegu redukcji tłuszczu w Estelium Bielsko-Biała

    Dwie drogi do tego samego celu

    Komórka tłuszczowa da się uszkodzić na kilka sposobów. Dwa z nich mamy w kosmetologii bez skalpela.

    Kriolipoliza wykorzystuje to, że tłuszcz krystalizuje w wyższej temperaturze niż woda w skórze. Aplikator zasysa fałdę i schładza ją, adipocyty krystalizują i obumierają, a skóra nad nimi wychodzi z tego bez szwanku.

    ONDA Coolwaves idzie z drugiej strony. Mikrofale 2,45 GHz są selektywnie pochłaniane przez tkankę tłuszczową i podgrzewają ją do 43–45 °C, a powierzchnia skóry jest w tym czasie chłodzona kontaktowo. Adipocyt ginie od ciepła zamiast od zimna.

    Do tego momentu brzmi to jak wybór smaku lodów. Różnica zaczyna się przy tym, co dzieje się ze skórą nad tłuszczem.

    Kluczowa różnica: co zostaje ze skórą

    Zimno nie robi nic dobrego kolagenowi. Kriolipoliza redukuje objętość i na tym kończy swoją pracę — skóra po prostu musi się sama ułożyć na mniejszej objętości. U kogoś z jędrną skórą ułoży się bez problemu. U kogoś po czterdziestce, po ciążach albo po większym odchudzaniu może ułożyć się gorzej, niż wyglądała przed zabiegiem.

    Ciepło robi coś przeciwnego. Temperatura w okolicy 43 °C to bodziec dla fibroblastów, które zaczynają produkować nowy kolagen. Ten proces trwa tygodniami i dlatego pełny efekt napięcia po serii ONDA widać dopiero po kilku miesiącach.

    Stąd moja pierwsza reguła wyboru: jeśli razem z tłuszczem masz wiotkość, zimno pogłębi problem, a ciepło zadziała na oba naraz.

    Kształt tłuszczu ma znaczenie

    Druga reguła jest mechaniczna i wynika z budowy aplikatorów.

    Kriolipoliza potrzebuje fałdy, którą da się zassać do środka aplikatora. Zwarty, dobrze uchwytny „wałek" na brzuchu czy boczek to jej naturalne pole. Jeśli tłuszcz jest rozlany, płaski, rozłożony szeroko po udzie albo po plecach, nie ma czego zassać i zabieg traci sens.

    ONDA prowadzi się głowicą po powierzchni, więc kształt nie ma znaczenia. Rozlany tłuszcz na wewnętrznej stronie ud, cienka warstwa nad kolanem, okolica pod pośladkiem — wszędzie tam pracuję mikrofalami, bo nie muszę niczego chwytać.

    Praktycznie: wałek, który da się złapać w garść, to kandydat na krio. Coś, co się rozpływa pod dłonią, to raczej ONDA.

    Cellulit — tu odpowiedź jest jednoznaczna

    Kriolipoliza nie leczy cellulitu. Zmniejsza objętość tłuszczu, a cellulit to problem struktury: pionowych pasm tkanki łącznej, które ciągną skórę w dół, i adipocytów wypychających się między nimi. Można stracić objętość i mieć dokładnie tak samo nierówną skórę.

    ONDA pracuje na obu piętrach tego problemu jednocześnie — na tłuszczu i na kolagenie. Przy cellulicie włóknistym łączę ją zwykle z endermologią LPG, a przy zaawansowanych zwłóknieniach dokładam falę uderzeniową Storz. Rozpisałam to szerzej w porównaniu metod na cellulit.

    Jeśli więc pytanie brzmi „co na cellulit, ONDA czy krio", odpowiedź nie jest kompromisem. To ONDA.

    Ile to trwa i jak się różni w kalendarzu

    Kriolipoliza to zwykle jedna, długa sesja na daną okolicę i długie czekanie. Aplikator siedzi na miejscu kilkadziesiąt minut, potem organizm przez dwa, trzy miesiące usuwa uszkodzone komórki. Bywa, że wystarczy jeden zabieg na strefę, czasem trzeba go powtórzyć.

    ONDA to seria krótszych sesji, zwykle 3–6 w odstępach trzech, czterech tygodni. Efekt narasta w trakcie serii i jeszcze długo po niej, bo kolagen ma swoje tempo.

    Ta różnica bywa decydująca dla kogoś, kto planuje wokół konkretnej daty. Jeżeli ktoś przychodzi do mnie na sześć tygodni przed weselem, żadna z tych metod nie zdąży pokazać pełni swoich możliwości i mówię o tym wprost, zamiast sprzedawać nadzieję.

    Jak wybieram na konsultacji

    Trzy pytania, w tej kolejności.

    Czy skóra nad tłuszczem jest jędrna? Jeśli nie — ONDA, i temat wyboru się kończy.

    Czy tłuszcz da się złapać w wyraźną fałdę? Jeśli tak i skóra jest dobra — kriolipoliza jest skuteczna i wygodna, bo załatwia sprawę w jednym posiedzeniu.

    Czy problemem jest też nierówność skóry? Jeśli tak — ONDA, ewentualnie w duecie z LPG.

    Czwarte pytanie zadaję sobie sama i nie zawsze wypada korzystnie dla gabinetu: czy tu w ogóle jest co redukować? Bywa, że kobieta pokazuje mi fałdę, która jest zwykłą, zdrową tkanką, a problem leży w napięciu mięśni albo w obrzęku. Wtedy proponuję coś innego albo nic i mówię, że tłuszczu do zabrania po prostu nie ma.

    Czego nie obiecam przy żadnej z nich

    Ani ONDA, ani kriolipoliza nie są metodą odchudzania. Pracują na konkretnej okolicy i przy stabilnej wadze. Jeśli w trakcie serii przytyjesz, pozostałe komórki tłuszczowe powiększą się i zjedzą efekt, mimo że te uszkodzone rzeczywiście nie wrócą.

    Żadna z nich nie zastąpi też ruchu, snu i tego, co jesz. Znam ten akapit na pamięć, bo powtarzam go przy każdej konsultacji, i wolę powiedzieć to na początku niż tłumaczyć się po serii.

    Jeśli chcesz sprawdzić, która metoda ma sens u Ciebie, zacznij od konsultacji. Ocenię tkankę dłonią, zmierzę obwody i powiem, co realnie da się zrobić — łącznie z odpowiedzią, że nie warto.

    Najczęściej zadawane pytania

    Zwykle ONDA, bo po ciąży problemem jest nie tylko tłuszcz, ale i wiotkość skóry. Kriolipoliza zmniejszy objętość, ale nie napnie powłok.

    Można, w odstępie czasowym i na przemyślanym planie. Częściej jednak łączę ONDA z endermologią LPG, bo te dwie metody uzupełniają się bardziej.

    Przy kriolipolizie odczuwa się mocne zasysanie i zimno, potem drętwienie okolicy. ONDA to odczucie narastającego ciepła przy chłodzonej powierzchni skóry. Obie są dobrze tolerowane, ale wrażenia są zupełnie inne.

    Przy kriolipolizie na efekt czeka się zwykle dwa do trzech miesięcy po pojedynczym zabiegu. Przy ONDA zmiana narasta w trakcie serii, a napięcie skóry poprawia się jeszcze przez kilka miesięcy po jej zakończeniu.

    ONDA tak, bo pracuje na tłuszczu i kolagenie jednocześnie. Kriolipoliza nie, bo zmniejsza objętość, nie zmieniając struktury tkanki łącznej.

    Powiązane zabiegi

    Karolina Cyrek

    Autorka artykułu

    Karolina Cyrek

    Właścicielka Estelium, ekspertka technologii estetycznych

    Założycielka Estelium. Ekspertka technologii estetycznych i doboru zabiegów hi-tech.

    Wszystkie artykuły

    Potrzebujesz indywidualnej oceny?

    Umów się na bezpłatną konsultację

    Porozmawiamy o Twoim problemie, ocenimy stan skóry i zaproponujemy realne rozwiązania – bez zobowiązań.

    Zarezerwuj wizytę

    Przeczytaj też