Pielęgnacja domowa i styl życia dla skóry

    Pielęgnacja po lecie. Co lato zostawiło w skórze i co zmienić we wrześniu, krok po kroku

    Znasz to: wracasz z urlopu, wszyscy mówią, że wyglądasz zdrowo, a Ty o 7:20 w łazience widzisz skórę, która świeci na czole i jednocześnie ciągnie na policzkach? Lato zostawia w skórze cztery rzeczy i żadna nie znika sama dlatego, że skończył się sierpień. Poniżej to, co zmieniam we wrześniu jako pierwsze, i to, z czym każę czekać. Jedna z tych czterech rzeczy wychodzi na jaw dopiero za kilka tygodni; o niej za chwilę.

    Karolina CyrekKarolina Cyrek11 września 20267 min czytania
    Kosmetyki do jesiennej pielęgnacji na półce w łazience obok kremu z filtrem

    Co lato zostawia w skórze

    Zacznę od naskórka. Skóra broni się przed słońcem na dwa sposoby: produkuje pigment, który widzisz jako opaleniznę, i pogrubia warstwę rogową, której nie widzisz, ale czujesz. Po lecie ta warstwa jest grubsza i mniej równa. Stąd wrażenie, że skóra jest „gruba", szorstka pod palcami, a serum wsiąka gorzej niż w maju.

    Drugie: przesuszenie. Upał podkręca gruczoły łojowe, więc czoło i nos świecą, a jednocześnie słońce, wiatr, słona woda i klimatyzacja zabierają skórze wodę. Efekt to skóra tłusta i odwodniona naraz, i o nim jest następna część.

    Trzecie: bariera. Chlor z basenu, sól, spalenie się o 13:00 „tylko raz", spanie w kremie z filtrem, bo nie chciało się myć. Warstwa, która trzyma wodę w środku, a drażniące rzeczy na zewnątrz, po dwóch miesiącach ma dziury.

    I czwarte, którego jeszcze nie widać. Pigment, który skóra wyprodukowała w lipcu, siedzi w naskórku równo rozłożony i na razie nazywa się opalenizną. Za kilka tygodni opalenizna zejdzie, a on w niektórych miejscach zostanie. Wrócę do tego.

    Tłusta i ciągnie jednocześnie

    To najczęstsza pomyłka września: skóra świeci, więc sięgasz po mocniejszy żel do mycia i matujący krem, a ona świeci jeszcze bardziej i zaczyna piec przy nakładaniu podkładu. Świecenie to sebum. Ciągnięcie to brak wody. Sebum i woda to dwie różne rzeczy: odtłuszczanie skóry nie dodaje jej wody, za to wyciąga ostatnie lipidy z bariery, która i tak ma dziury.

    Kierunek jest odwrotny: mniej mycia, więcej wody w skórze. Świecenie przejdzie samo, kiedy skóra przestanie się bronić przed przesuszeniem i kiedy spadnie temperatura za oknem. Matujący krem wróci, jeśli w ogóle, w październiku.

    Krok pierwszy i drugi: mycie i nawilżanie

    Mycie: na dwa tygodnie łagodny żel albo emulsja bez mocnych detergentów, rano sama letnia woda, wieczorem produkt. Żadnych peelingów drobinkowych na start, choć zgrubiały naskórek aż się o nie prosi; szorowanie skóry z nadwyrężoną barierą kończy się plamami rumienia i piekącymi policzkami. Zgrubienie zejdzie samo, kiedy skóra przestanie się bronić, a resztę zrobią kwasy, ale o nich dopiero w kroku trzecim.

    Nawilżanie: wieczorem, na wilgotną skórę, serum z gliceryną albo kwasem hialuronowym, a na to krem, który tę wodę przytrzyma, z ceramidami albo skwalanem. Rano lżejszy krem, ale też nawilżający, a nie matujący.

    Do tego filtr, tło dla wszystkich pozostałych kroków. Wrześniowe słońce w południe nadal opala, choć dzień jest krótszy, a słońce stoi niżej. SPF 30 do 50 na twarz codziennie, także w dni, kiedy idziesz tylko do pracy. Bez tego każdy kolejny krok traci sens, o czym przekonasz się przy plamach.

    Krok trzeci: kwasy i retinoidy, dopiero na nieopalonej skórze

    Tu jest najwięcej niecierpliwości. Zgrubiały naskórek prosi się o kwas, plamy o retinoid, i obie rzeczy chce się zacząć 1 września. Nie zaczynaj, dopóki opalenizna nie zejdzie. Naskórek pełen świeżego pigmentu i z dziurawą barierą reaguje na kwasy nierówno: w jednym miejscu się złuszczy, w innym zrobi plamę rumienia, a rumień w skórze, która ma w sobie dużo melaniny, potrafi zostawić po sobie ciemniejszy ślad. Zamiast pozbyć się plam, dokładasz nowe.

    Bezpieczny moment to zwykle 3–4 tygodnie po ostatnim dniu na słońcu, kiedy kolor wyraźnie zbladł. Wtedy zaczynaj od niskiego stężenia, raz w tygodniu wieczorem, na suchą skórę, i patrz, co robi twarz przez kolejne dwa dni. Jeśli nic złego, po dwóch tygodniach dokładasz drugi wieczór. Kwas i retinoid nie idą tej samej nocy, nawet u skóry, która latem wszystko wytrzymała.

    Jeśli do lata używałaś retinoidu i odstawiłaś go na wakacje, wracasz tak samo, od niskiej częstotliwości, jakbyś zaczynała pierwszy raz.

    Plamy, które wyjdą za kilka tygodni

    Obiecałam. Pigment z lipca, rozłożony równo, na razie wygląda jak zdrowa opalenizna. Skóra pozbywa się go razem z naskórkiem, warstwa po warstwie, a tam, gdzie melanocyty pracowały najintensywniej, zostaje go więcej: na kościach policzkowych, nad górną wargą, na skroniach i na czole przy linii włosów. W październiku, kiedy twarz jest już blada, te miejsca zostają ciemne. Dlatego nowe plamy „pojawiają się" akurat wtedy, gdy wydaje Ci się, że lato dawno minęło.

    W domu robisz z tym dwie rzeczy: filtr codziennie, żeby pigmentu nie dokładać, i serum rozjaśniające z witaminą C albo kwasem azelainowym, rano, pod filtr. Peelingiem ich nie zetrzesz, siedzą głębiej, niż sięga ziarenko.

    Na plamy, które nie chcą zblednąć, jest światło IPL w ramach redukcji przebarwień, i tu kolejność jest taka sama jak z kwasami: dopiero na nieopalonej skórze, bo lampa ma trafić w plamę, a nie w opaleniznę wokół niej. Dlaczego akurat wrzesień i październik są na to najlepsze, opisałam osobno we wpisie o plamach po lecie i IPL, nie będę tego powtarzać.

    Jedno zastrzeżenie: plama, która zmienia kształt, ma nierówny brzeg, swędzi albo ciemnieje w jednym miejscu szybciej niż w innym, idzie najpierw do dermatologa, nie na lampę.

    Zabiegi: kolejność ma znaczenie

    We wrześniu najwięcej zyskuje skóra, która dostaje wodę, a nie kolejne ścieranie. Dlatego jako pierwszą polecam infuzję tlenową: można ją zrobić jeszcze na opalonej skórze, nie drażni, a przesuszona, „gruba" twarz po niej wygląda, jakby ktoś ją odblokował. Potem dwa tygodnie łagodnego mycia i nawilżania w domu i dopiero oczyszczanie skóry, kiedy bariera jest już spokojniejsza: zgrubiały naskórek i zaskórniki po lecie schodzą wtedy bez podrażnienia, które prawie na pewno zrobiłoby się w pierwszym tygodniu po urlopie. IPL na plamy na końcu, po zejściu opalenizny.

    Wiosną robi się to inaczej, bo zima zostawia w skórze co innego: przesuszenie od mrozu i grzejników, bez pigmentu w tle. Ten scenariusz opisałam we wpisie o regeneracji cery po zimie; wrzesień ma swoją własną kolejność.

    Jeśli nie wiesz, od czego zacząć u siebie, przyjdź na konsultację, najlepiej bez makijażu i bez samoopalacza; obejrzę, ile z tego, co widzisz, to opalenizna, a ile zostanie.

    Co lato zostawiło w Twojej skórze: kolor, czy coś, czego jeszcze nie widać?

    Najczęściej zadawane pytania

    Kiedy opalenizna wyraźnie zblednie, zwykle 3–4 tygodnie po ostatnim dniu na słońcu. Zaczynaj od niskiego stężenia raz w tygodniu, wieczorem, i codziennie stosuj filtr.

    Tak, SPF 30 do 50 codziennie. Wrześniowe słońce nadal opala, a pigment po lecie dopiero się ujawnia; bez filtru dokładasz mu nowego.

    Upał podkręca sebum, a słońce i klimatyzacja zabierają wodę. Skóra jest natłuszczona i odwodniona naraz. Pomaga nawilżanie i łagodne mycie, nie odtłuszczanie.

    Po około dwóch tygodniach łagodnej pielęgnacji w domu, kiedy bariera się uspokoi i nie ma śladów poparzenia słonecznego. Wcześniej lepsza jest infuzja tlenowa.

    Nie, pigment siedzi głębiej, niż sięga ziarenko, a tarcie podrażnia skórę i może plamy pogłębić. W domu działa filtr i serum rozjaśniające, a na oporne plamy IPL na nieopalonej skórze.

    Powiązane zabiegi

    Karolina Cyrek

    Autorka artykułu

    Karolina Cyrek

    Właścicielka Estelium, ekspertka technologii estetycznych

    Założycielka Estelium. Ekspertka technologii estetycznych i doboru zabiegów hi-tech.

    Wszystkie artykuły

    Potrzebujesz indywidualnej oceny?

    Umów się na bezpłatną konsultację

    Porozmawiamy o Twoim problemie, ocenimy stan skóry i zaproponujemy realne rozwiązania – bez zobowiązań.

    Zarezerwuj wizytę

    Przeczytaj też