Pielęgnacja domowa i styl życia dla skóry

    Witamina D a skóra: opalanie „dla witaminy" to zły interes. Ile słońca wystarczy

    Leżysz na kocu w pełnym słońcu, bez kremu, bo „trzeba zrobić zapas witaminy D na zimę"? Zapas robi się w kilkanaście minut i na skrawku przedramienia, a wszystko, co dostajesz ponad to, jest rachunkiem: **przebarwienia i rozłożony kolagen**, a to jeszcze nie cała lista. W tym wpisie liczę ten interes uczciwie. Jest w nim jedno pytanie, które słyszę w gabinecie najczęściej, o krem z filtrem; odpowiem na nie pod koniec.

    Karolina CyrekKarolina Cyrek11 września 20266 min czytania
    Przedramiona wystawione do słońca na tle letniego nieba

    Fabryka w naskórku pracuje tylko na UVB

    Skóra produkuje witaminę D sama i to jest jedyny powód, dla którego ten temat w ogóle łączy się z opalaniem. W naskórku siedzi związek pokrewny cholesterolowi, który pod wpływem promieniowania UVB zmienia się w prekursor witaminy D. Skóra oddaje go do krwi, a wątroba i nerki przerabiają go na aktywną postać. Cały łańcuch zaczyna się od jednego, wąskiego pasma promieni.

    Ważne słowo: UVB. Szyba w oknie i w samochodzie zatrzymuje je niemal w całości, więc godzina w nasłonecznionym biurze nie produkuje niczego. Przepuszcza za to UVA, które sięga głębiej i rozkłada kolagen, więc z tej godziny zostaje sam koszt. Lampy w solarium świecą głównie w UVA; „solarium na witaminę D" jest z tego samego powodu pomysłem chybionym.

    Fabryka ma też bezpiecznik. Po pewnym czasie w słońcu skóra przestaje robić więcej prekursora, a jego nadmiar sama rozkłada. Kolejne godziny na kocu nie podnoszą poziomu witaminy, dokładają tylko promieniowania. I właśnie tu zaczyna się zły interes.

    Ten sam promień, dwa rachunki

    Nie ma dawki UV, która produkuje witaminę D i nie robi nic poza tym. UVB, to samo, które uruchamia syntezę, uszkadza DNA w komórkach naskórka i wywołuje rumień, czyli oparzenie. Skóra odpowiada opalenizną, bo melanina ma osłonić jądra komórek przed kolejną porcją. Opalenizna jest więc znakiem, że uszkodzenie już się wydarzyło. Część uszkodzeń komórki naprawiają, część zostaje i sumuje się przez lata; dlatego dermatolog oglądający znamiona pyta o oparzenia z dzieciństwa.

    UVA, które przychodzi razem z UVB i w większej ilości, robi robotę wolniejszą i mniej widoczną: tnie włókna kolagenu i elastyny, a melanocyty pobudza do robienia plam. Efekt widać po dwudziestu latach w postaci drobnych zmarszczek i plam na policzkach, o których piszę we wpisie o plamach po słońcu na twarzy i dłoniach.

    Policz to jak interes. Po jednej stronie kilkanaście minut syntezy, po których skóra i tak wyłącza produkcję. Po drugiej stronie plamy i kolagen, którego nikt Ci nie odda za darmo. Wszystko ponad tych kilkanaście minut ląduje po stronie kosztów.

    Ile słońca wystarczy latem

    Potoczna zasada, którą powtarzają lekarze, brzmi: latem kilkanaście minut w środku dnia na odsłonięte przedramiona i dłonie, bez kremu na tej powierzchni. Bez czerwienienia się i bez leżenia. Tyle, ile trwa droga do sklepu z podwiniętymi rękawami. Liczy się powierzchnia, dlatego przedramiona i podudzia załatwiają sprawę.

    Twarz zostawiam pod kremem zawsze. Ręce i nogi dają skórze wielokrotnie więcej powierzchni do syntezy, a przebarwienia i zmarszczki widać właśnie na twarzy. Wystawianie policzków „dla witaminy" jest najgorszym kursem wymiany, jaki znam.

    Ta zasada nie jest dla każdej. Jeśli czerwienisz się w kilka minut, masz melasmę, jesteś w trakcie serii zabiegów laserowych albo bierzesz leki uczulające na światło, każdą ekspozycję bez kremu omów z lekarzem. Witamina D musi wtedy iść inną drogą.

    Zimą w Polsce słońce stoi za nisko

    Od późnej jesieni do wczesnej wiosny słońce nad Bielskiem wisi tak nisko, że UVB przebija się przez atmosferę w ilości śladowej. Możesz stać w południe na Błoniach z gołymi rękami i fabryka w naskórku będzie stała. Prosty test: jeśli Twój cień jest dłuższy od Ciebie, UVB jest za mało, żeby cokolwiek wyprodukować. W grudniu cień jest dłuższy od Ciebie przez cały dzień.

    Zostają dwie drogi. Talerz, czyli tłuste ryby morskie i żółtko jaja, a poza tym niewiele; z samego jedzenia trudno zebrać tyle, ile trzeba, co wiedzą wszyscy, którzy próbowali jeść śledzia codziennie od października. Druga droga to suplementacja. I tu powiem wprost: dawkę ustala lekarz, po badaniu poziomu witaminy D z krwi, a nie forum ani etykieta. Witamina D gromadzi się w organizmie, więc „im więcej, tym lepiej" nie działa. Ja mogę tylko zapytać, czy poziom był kiedykolwiek sprawdzany, i to pytanie zadaję w gabinecie często, bo sucha i wolno gojąca się zimą skóra bywa pretekstem do rozmowy o całym organizmie.

    Co witamina D ma wspólnego ze skórą

    Skoro skóra ją produkuje, to i sama z niej korzysta. Komórki naskórka mają receptory dla witaminy D i używają jej w procesach, które decydują o tym, jak naskórek dojrzewa i jak szczelna jest bariera na jego powierzchni. Bierze też udział w gojeniu i w tym, jak skóra wygasza własne stany zapalne. Dlatego przy niektórych chorobach skóry lekarz sprawdza jej poziom.

    I tu granica, której nie przekraczam: niski poziom witaminy D nie znaczy, że Twoja skóra „się przez to sypie", a suplement nie wyleczy trądziku ani nie wygładzi zmarszczek. Uzupełniony niedobór po prostu przestaje przeszkadzać. Reszta to pielęgnacja i to, co zrobiłaś ze słońcem przez ostatnie dwadzieścia lat.

    To ostatnie da się częściowo odrobić. Plamy po latach „robienia zapasu" na kocu reagują na światło IPL, którym pracuję przy redukcji przebarwień, z jednym warunkiem: skóra musi być nieopalona, więc czekamy na jesień. To zresztą dobry moment, żeby przy okazji spytać lekarza o ten poziom.

    Krem z filtrem a witamina D

    Obiecałam. Pytanie brzmi zwykle tak: „skoro smaruję się codziennie SPF 50, to czy nie mam przez to niedoboru?".

    Na papierze filtr zatrzymuje większość UVB, więc powinien zatrzymać i syntezę. W codziennym życiu wygląda to inaczej. Nakładasz kremu mniej, niż zakłada oznaczenie na opakowaniu, omijasz uszy i linię włosów, nie poprawiasz go po południu, a przedramiona i dłonie w większości dni zostają bez niczego. Przez te szczeliny przechodzi dość UVB, żeby latem fabryka pracowała. W praktyce niedobór robi zima, w której UVB nie ma wcale. Krem tu niewiele zmienia.

    Nie ma więc powodu, żeby dla witaminy D odstawiać filtr z twarzy. Jak dobrać krem i ile go nakładać, opisałam we wpisie o fotoprotekcji latem. Tutaj zostawię jedno zdanie: twarz pod filtrem, przedramiona na kilkanaście minut w słońcu. A poziom witaminy D sprawdza lekarz, w badaniu krwi.

    Ile z Twojej opalenizny z tego lata było witaminą, a ile rachunkiem?

    Najczęściej zadawane pytania

    Skóra produkuje ją pod wpływem UVB, ale po kilkunastu minutach wyłącza produkcję, a każda kolejna minuta dokłada tylko uszkodzeń: przebarwień i rozłożonego kolagenu. Krótka ekspozycja przedramion latem wystarcza.

    W codziennym użyciu nie. Nakładamy go cieniej, niż zakłada oznaczenie, omijamy fragmenty skóry i rzadko poprawiamy, a przedramiona zwykle zostają odkryte. Niedobór robi zima bez UVB, krem niewiele tu zmienia.

    Od późnej jesieni do wczesnej wiosny słońce stoi za nisko i UVB prawie nie dociera do skóry. Prosty test: gdy Twój cień jest dłuższy od Ciebie, synteza praktycznie nie zachodzi. Zimą zostają dieta i suplementacja ustalona z lekarzem.

    Lampy solarium świecą głównie w UVA, które nie uruchamia syntezy witaminy D, za to rozkłada kolagen i pobudza przebarwienia. Zostaje sam koszt bez zysku.

    W lustrze nie da się go rozpoznać. Witamina D bierze udział w pracy bariery naskórka i w gojeniu, ale sucha czy wolno gojąca się skóra ma wiele przyczyn. Poziom sprawdza się badaniem krwi, a dawkę ewentualnej suplementacji ustala lekarz.

    Powiązane zabiegi

    Karolina Cyrek

    Autorka artykułu

    Karolina Cyrek

    Właścicielka Estelium, ekspertka technologii estetycznych

    Założycielka Estelium. Ekspertka technologii estetycznych i doboru zabiegów hi-tech.

    Wszystkie artykuły

    Potrzebujesz indywidualnej oceny?

    Umów się na bezpłatną konsultację

    Porozmawiamy o Twoim problemie, ocenimy stan skóry i zaproponujemy realne rozwiązania – bez zobowiązań.

    Zarezerwuj wizytę

    Przeczytaj też