Fabryka w naskórku pracuje tylko na UVB
Skóra produkuje witaminę D sama i to jest jedyny powód, dla którego ten temat w ogóle łączy się z opalaniem. W naskórku siedzi związek pokrewny cholesterolowi, który pod wpływem promieniowania UVB zmienia się w prekursor witaminy D. Skóra oddaje go do krwi, a wątroba i nerki przerabiają go na aktywną postać. Cały łańcuch zaczyna się od jednego, wąskiego pasma promieni.
Ważne słowo: UVB. Szyba w oknie i w samochodzie zatrzymuje je niemal w całości, więc godzina w nasłonecznionym biurze nie produkuje niczego. Przepuszcza za to UVA, które sięga głębiej i rozkłada kolagen, więc z tej godziny zostaje sam koszt. Lampy w solarium świecą głównie w UVA; „solarium na witaminę D" jest z tego samego powodu pomysłem chybionym.
Fabryka ma też bezpiecznik. Po pewnym czasie w słońcu skóra przestaje robić więcej prekursora, a jego nadmiar sama rozkłada. Kolejne godziny na kocu nie podnoszą poziomu witaminy, dokładają tylko promieniowania. I właśnie tu zaczyna się zły interes.
Ten sam promień, dwa rachunki
Nie ma dawki UV, która produkuje witaminę D i nie robi nic poza tym. UVB, to samo, które uruchamia syntezę, uszkadza DNA w komórkach naskórka i wywołuje rumień, czyli oparzenie. Skóra odpowiada opalenizną, bo melanina ma osłonić jądra komórek przed kolejną porcją. Opalenizna jest więc znakiem, że uszkodzenie już się wydarzyło. Część uszkodzeń komórki naprawiają, część zostaje i sumuje się przez lata; dlatego dermatolog oglądający znamiona pyta o oparzenia z dzieciństwa.
UVA, które przychodzi razem z UVB i w większej ilości, robi robotę wolniejszą i mniej widoczną: tnie włókna kolagenu i elastyny, a melanocyty pobudza do robienia plam. Efekt widać po dwudziestu latach w postaci drobnych zmarszczek i plam na policzkach, o których piszę we wpisie o plamach po słońcu na twarzy i dłoniach.
Policz to jak interes. Po jednej stronie kilkanaście minut syntezy, po których skóra i tak wyłącza produkcję. Po drugiej stronie plamy i kolagen, którego nikt Ci nie odda za darmo. Wszystko ponad tych kilkanaście minut ląduje po stronie kosztów.
Ile słońca wystarczy latem
Potoczna zasada, którą powtarzają lekarze, brzmi: latem kilkanaście minut w środku dnia na odsłonięte przedramiona i dłonie, bez kremu na tej powierzchni. Bez czerwienienia się i bez leżenia. Tyle, ile trwa droga do sklepu z podwiniętymi rękawami. Liczy się powierzchnia, dlatego przedramiona i podudzia załatwiają sprawę.
Twarz zostawiam pod kremem zawsze. Ręce i nogi dają skórze wielokrotnie więcej powierzchni do syntezy, a przebarwienia i zmarszczki widać właśnie na twarzy. Wystawianie policzków „dla witaminy" jest najgorszym kursem wymiany, jaki znam.
Ta zasada nie jest dla każdej. Jeśli czerwienisz się w kilka minut, masz melasmę, jesteś w trakcie serii zabiegów laserowych albo bierzesz leki uczulające na światło, każdą ekspozycję bez kremu omów z lekarzem. Witamina D musi wtedy iść inną drogą.
Zimą w Polsce słońce stoi za nisko
Od późnej jesieni do wczesnej wiosny słońce nad Bielskiem wisi tak nisko, że UVB przebija się przez atmosferę w ilości śladowej. Możesz stać w południe na Błoniach z gołymi rękami i fabryka w naskórku będzie stała. Prosty test: jeśli Twój cień jest dłuższy od Ciebie, UVB jest za mało, żeby cokolwiek wyprodukować. W grudniu cień jest dłuższy od Ciebie przez cały dzień.
Zostają dwie drogi. Talerz, czyli tłuste ryby morskie i żółtko jaja, a poza tym niewiele; z samego jedzenia trudno zebrać tyle, ile trzeba, co wiedzą wszyscy, którzy próbowali jeść śledzia codziennie od października. Druga droga to suplementacja. I tu powiem wprost: dawkę ustala lekarz, po badaniu poziomu witaminy D z krwi, a nie forum ani etykieta. Witamina D gromadzi się w organizmie, więc „im więcej, tym lepiej" nie działa. Ja mogę tylko zapytać, czy poziom był kiedykolwiek sprawdzany, i to pytanie zadaję w gabinecie często, bo sucha i wolno gojąca się zimą skóra bywa pretekstem do rozmowy o całym organizmie.
Co witamina D ma wspólnego ze skórą
Skoro skóra ją produkuje, to i sama z niej korzysta. Komórki naskórka mają receptory dla witaminy D i używają jej w procesach, które decydują o tym, jak naskórek dojrzewa i jak szczelna jest bariera na jego powierzchni. Bierze też udział w gojeniu i w tym, jak skóra wygasza własne stany zapalne. Dlatego przy niektórych chorobach skóry lekarz sprawdza jej poziom.
I tu granica, której nie przekraczam: niski poziom witaminy D nie znaczy, że Twoja skóra „się przez to sypie", a suplement nie wyleczy trądziku ani nie wygładzi zmarszczek. Uzupełniony niedobór po prostu przestaje przeszkadzać. Reszta to pielęgnacja i to, co zrobiłaś ze słońcem przez ostatnie dwadzieścia lat.
To ostatnie da się częściowo odrobić. Plamy po latach „robienia zapasu" na kocu reagują na światło IPL, którym pracuję przy redukcji przebarwień, z jednym warunkiem: skóra musi być nieopalona, więc czekamy na jesień. To zresztą dobry moment, żeby przy okazji spytać lekarza o ten poziom.
Krem z filtrem a witamina D
Obiecałam. Pytanie brzmi zwykle tak: „skoro smaruję się codziennie SPF 50, to czy nie mam przez to niedoboru?".
Na papierze filtr zatrzymuje większość UVB, więc powinien zatrzymać i syntezę. W codziennym życiu wygląda to inaczej. Nakładasz kremu mniej, niż zakłada oznaczenie na opakowaniu, omijasz uszy i linię włosów, nie poprawiasz go po południu, a przedramiona i dłonie w większości dni zostają bez niczego. Przez te szczeliny przechodzi dość UVB, żeby latem fabryka pracowała. W praktyce niedobór robi zima, w której UVB nie ma wcale. Krem tu niewiele zmienia.
Nie ma więc powodu, żeby dla witaminy D odstawiać filtr z twarzy. Jak dobrać krem i ile go nakładać, opisałam we wpisie o fotoprotekcji latem. Tutaj zostawię jedno zdanie: twarz pod filtrem, przedramiona na kilkanaście minut w słońcu. A poziom witaminy D sprawdza lekarz, w badaniu krwi.
Ile z Twojej opalenizny z tego lata było witaminą, a ile rachunkiem?
Najczęściej zadawane pytania
Skóra produkuje ją pod wpływem UVB, ale po kilkunastu minutach wyłącza produkcję, a każda kolejna minuta dokłada tylko uszkodzeń: przebarwień i rozłożonego kolagenu. Krótka ekspozycja przedramion latem wystarcza.
W codziennym użyciu nie. Nakładamy go cieniej, niż zakłada oznaczenie, omijamy fragmenty skóry i rzadko poprawiamy, a przedramiona zwykle zostają odkryte. Niedobór robi zima bez UVB, krem niewiele tu zmienia.
Od późnej jesieni do wczesnej wiosny słońce stoi za nisko i UVB prawie nie dociera do skóry. Prosty test: gdy Twój cień jest dłuższy od Ciebie, synteza praktycznie nie zachodzi. Zimą zostają dieta i suplementacja ustalona z lekarzem.
Lampy solarium świecą głównie w UVA, które nie uruchamia syntezy witaminy D, za to rozkłada kolagen i pobudza przebarwienia. Zostaje sam koszt bez zysku.
W lustrze nie da się go rozpoznać. Witamina D bierze udział w pracy bariery naskórka i w gojeniu, ale sucha czy wolno gojąca się skóra ma wiele przyczyn. Poziom sprawdza się badaniem krwi, a dawkę ewentualnej suplementacji ustala lekarz.
Powiązane zabiegi

Autorka artykułu
Karolina CyrekWłaścicielka Estelium, ekspertka technologii estetycznych
Założycielka Estelium. Ekspertka technologii estetycznych i doboru zabiegów hi-tech.
Wszystkie artykułyPotrzebujesz indywidualnej oceny?
Umów się na bezpłatną konsultację
Porozmawiamy o Twoim problemie, ocenimy stan skóry i zaproponujemy realne rozwiązania – bez zobowiązań.
Zarezerwuj wizytęPrzeczytaj też

Jak zadbać o skórę latem – kluczowa rola fotoprotekcji
Latem skóra dostaje najwięcej promieniowania UV w roku. Wyjaśniam, jak realnie ją chronić i wspierać – nie tylko jednym kremem z SPF.

Plamy po słońcu na twarzy i dłoniach – czy da się je skutecznie usunąć?
Brązowe plamy na dłoniach i policzkach po latach słońca to nie wyrok. Pokazuję, jak realnie je usunąć i nie dopuścić, żeby wróciły.

Plamy po lecie na twarzy: dlaczego wrzesień to najlepszy moment na IPL
Opalenizna zeszła, plamki na policzkach zostały. Wrzesień i październik to dla nich najlepsze tygodnie w roku: dlaczego właśnie teraz i co robić potem, żeby efekt przetrwał zimę.

