„Po EMS schudnę"
Mit, i to najkosztowniejszy z całej listy.
Chudnięcie to bilans energetyczny: mniej kalorii przyjętych niż wydanych. Żaden zabieg tego bilansu nie tworzy, a EMS akurat najmniej, bo pracuje ograniczona partia mięśni, nie całe ciało.
Wydatek energetyczny sesji jest niewielki w porównaniu z treningiem, w którym pracują nogi, plecy i układ krążenia jednocześnie. Nie podam Ci liczby kalorii, bo każda krążąca po internecie jest zmyślona albo pochodzi z materiałów marketingowych producenta.
Co za to widać na wadze po serii: czasem nieznaczny wzrost. Mięsień jest cięższy od tłuszczu, więc przy zbudowanej masie i tej samej objętości waga może pójść w górę, choć sylwetka wygląda lepiej. Ostrzegam o tym z góry, żeby ta liczba nikogo nie zniechęciła.
To dlatego przy pomiarach używam centymetra i zdjęć, a nie wagi.
„To po prostu droższy pas elektrostymulacyjny"
Mit, i różnica jest fundamentalna, nie stopniowa.
Pas z reklamy przewodzi prąd przez elektrody przyklejone do skóry. Naskórek stawi opór, więc żeby dotarł głębiej, trzeba podnieść natężenie — a wtedy najpierw zaczyna piec skóra. Skończy się nieprzyjemnie, zanim mięsień dostanie sensowne obciążenie.
Urządzenie gabinetowe działa polem elektromagnetycznym, które przechodzi przez skórę i tłuszcz praktycznie bez interakcji, nie drażni receptorów w naskórku i pobudza nerw ruchowy w głębi. Dlatego jest jednocześnie mocniejsze i mniej odczuwalne — co brzmi sprzecznie, dopóki nie zrozumiesz, że to dwie różne fizyki. Rozłożyłam to w tekście o tym, jak działa EMS.
Prawdą jest natomiast to, co z tego wynika finansowo: skoro pas nie zbuduje mięśnia, to jego niska cena nie jest oszczędnością, tylko wydatkiem na nic.
„Zrobię EMS i będę mieć kaloryfer"
Mit, ale w ciekawy sposób.
Zabieg naprawdę zbuduje mięśnie brzucha. Rysunek „kaloryfera" zależy jednak nie od tego, jak duży jest mięsień prosty, tylko od tego, ile tkanki go zakrywa. Przy warstwie tłuszczu grubszej niż mniej więcej centymetr żadnego rysunku nie będzie, choćby mięsień był potężny.
To ten sam mechanizm, przez który ludzie na siłowni mówią „brzuch robi się w kuchni". Nic w tym nowego i nic, co urządzenie mogłoby obejść.
Prawdą jest za to inna rzecz, którą klientki doceniają bardziej: wzmocniony mięsień poprzeczny działa jak wewnętrzny gorset. Brzuch mniej „wychodzi" wieczorem, sylwetka wygląda bardziej zebrana, poprawia się postawa. Nie jest to kaloryfer, ale bywa użyteczniejsze na co dzień.
„Sculpt RF, Body Sculptor, Emsculpt — to wszystko to samo"
Częściowo prawda i warto to uporządkować, bo sama używam różnych nazw.
Wspólny mianownik jest realny: wszystkie te urządzenia wywołują skurcz mięśnia polem elektromagnetycznym o wysokiej intensywności. Mechanizm jest ten sam, a nazwy to marki producentów, nie odrębne technologie.
Różnice, które faktycznie istnieją, dotyczą liczby i wielkości aplikatorów, dostępnych programów i tego, czy urządzenie ma dodatkowy moduł, na przykład fal radiowych działających na skórę. To ostatnie stoi za literami RF w nazwie naszego urządzenia.
Czego z tego nie wynika: że droższa marka daje lepszy efekt. Znacznie większy wpływ ma ułożenie płytek nad brzuścem mięśnia, dociągnięcie pasów i podnoszenie intensywności z sesji na sesję. Widziałam więcej zmarnowanych serii z powodu luźnego pasa niż z powodu marki urządzenia.
Jeśli porównujesz gabinety, pytaj o czas sesji, liczbę aplikatorów i to, czy w cenie jest konsultacja — nie o nazwę na obudowie. Kwoty i warianty mamy w cenniku EMS.
„To zastępuje trening" i „to działa od razu"
Pierwsze: mit, i to jest granica, której nie przekraczam w rozmowie z klientką. EMS zastępuje jedną funkcję siłowni, czyli budowanie mięśnia. Nie zastępuje kondycji, gęstości kości, koordynacji ani wpływu ruchu na sen i nastrój. Rozłożyłam to uczciwie w tekście o tym, czy EMS zastąpi siłownię.
Drugie: mit z ziarnem prawdy. Po pierwszej sesji poczujesz mięsień i będzie on „obecny" przez kilka godzin, czasem dzień. To odczucie, nie efekt strukturalny. Zmiana w napięciu pod palcami przychodzi po trzeciej, czwartej sesji, a widoczna w lustrze zwykle po połowie serii i narasta jeszcze po jej zakończeniu.
I trzecia rzecz, o którą nikt nie pyta, a powinien: „efekt jest na stałe". To mit. Mięsień jest tkanką odwracalną i po serii albo dokładasz aktywność, albo pojedyncze sesje podtrzymujące. Bez tego wypłaszcza się przez kolejne miesiące — inaczej niż przy usuniętej komórce tłuszczowej, która nie wraca. Cały rytm i trwałość rozpisałam w tekście o liczbie zabiegów.
Trzy zdania, które są prawdziwe
Żeby nie zostało wrażenie, że cała ta lista to jedno wielkie „nie".
„Nie boli." Prawda. Odczucie to samoistne napięcie mięśnia, dziwne przy pierwszym razie, ale nie bolesne — opisałam całą sesję minuta po minucie w tekście o tym, czy EMS boli.
„Nie ma rekonwalescencji." Prawda. Wychodzisz i robisz swoje, bez śladów na skórze i bez ograniczeń w codziennych zajęciach.
„Dociera do mięśni, których nie umiesz świadomie włączyć." Prawda i to najmocniejszy realny argument za tym zabiegiem. Klasyczny przykład: pół roku przysiadów odczuwanych w udach, nigdy w pośladkach, bo mięsień pośladkowy przestał się włączać przy ośmiu godzinach siedzenia. Aplikator nie pyta go o zdanie.
Uczciwe podsumowanie brzmi więc tak: zabieg robi mniej, niż obiecuje reklama, i więcej, niż zakłada sceptyk. Jeśli chcesz sprawdzić, po której stronie tej granicy jest Twój przypadek, umów konsultację — komu ten zabieg się opłaca, a komu nie, rozstrzyga się dłonią w dwie minuty.
Najczęściej zadawane pytania
Nie. Chudnięcie to bilans energetyczny, a EMS go nie tworzy, bo pracuje ograniczona partia mięśni. Po serii waga może nawet nieznacznie wzrosnąć, bo mięsień jest cięższy od tłuszczu.
Niewiele w porównaniu z treningiem całego ciała. Nie podaję konkretnej liczby, bo krążące w internecie wartości pochodzą z materiałów marketingowych, nie z niezależnych badań.
Mechanizm jest ten sam, a nazwy to marki producentów. Różnią się liczbą i wielkością aplikatorów, programami oraz dodatkowymi modułami, na przykład falami radiowymi na skórę.
Rysunek mięśni zależy od tego, ile tkanki go zakrywa. Przy grubszej warstwie tłuszczu nie będzie go, choćby mięsień był mocny. Zabieg buduje mięsień, ale go nie odsłania.
Nie na stałe. Mięsień jest tkanką odwracalną i bez własnej aktywności albo sesji podtrzymujących wypłaszcza się przez kolejne miesiące.
Powiązane zabiegi

Autorka artykułu
Karolina CyrekWłaścicielka Estelium, ekspertka technologii estetycznych
Założycielka Estelium. Ekspertka technologii estetycznych i doboru zabiegów hi-tech.
Wszystkie artykułyPotrzebujesz indywidualnej oceny?
Umów się na bezpłatną konsultację
Porozmawiamy o Twoim problemie, ocenimy stan skóry i zaproponujemy realne rozwiązania – bez zobowiązań.
Zarezerwuj wizytęPrzeczytaj też

Czy EMS zastąpi siłownię? Odpowiadam uczciwie, choć wygodniej byłoby sprzedać serię
Trzydzieści minut leżenia zamiast godziny na siłowni. Pytanie tylko, co dokładnie kupujesz za tę różnicę.

Jak działa EMS: dlaczego mięsień pod aplikatorem nie ma prawa odmówić
Na treningu Twój mózg decyduje, ile włókien włączyć, i zawsze zostawia zapas. Pole elektromagnetyczne nie pyta go o zdanie.

Dla kogo EMS ma sens, a komu szczerze go odradzam
Ten sam zabieg u dwóch kobiet w tym samym rozmiarze daje zupełnie różne efekty. Decyduje jedno: co dokładnie jest problemem.

Ile kosztuje EMS w Bielsku-Białej i dlaczego liczy się cała seria, nie jedna sesja
Cena jednej sesji mówi niewiele. Sensowna jest dopiero kwota, którą trzeba przygotować na całą serię — i ta bywa zaskoczeniem.

